Jasne i ciemne strony technologii

Współczesna technologia jest jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem – i jako pokolenie, które na własnej skórze doświadcza jej rozwoju my, rodzice, także dopiero się uczymy jak się z nią obchodzić. O tym jaki wpływ na rozwój naszych pociech ma wszechobecna dzisiaj technologia i jak sobie z tym radzić, opowiada nam Małgorzata Olczak z Polish-American Association.

Wraz z eksplozją nowinek technicznych zmianie ulegają zasady funkcjonowania naszych rodzin oraz  nasze wzajemne relacje. Dzisiaj  bez problemu możemy utrzymywać  kontakt  i przekazywać na różne sposoby informacje do nawet najbardziej oddalonych bliskich nam osób. Zaawansowana  technologia umożliwia nam wielopłaszczyznowy kontakt  (wizja i  fonia) doświadczany przez obie strony praktycznie w tej samej chwili. Nie jest to oczywiście porównywalne do kontaktów w tzw. realu , ale daje nam poczucie pewnej formy wzajemnej więzi . Rożnego typu udogodnienia techniczne  pomagają nam zaoszczędzić  czas, który możemy  spędzić z naszymi bliskimi np. pięciominutowy „online banking” zamiast  podróży  do banku. Na odległość kilku „kliknięć” mamy praktycznie każdą informację  niezbędną przy podejmowaniu niejednej ważnej decyzji. Bardzo szybko możemy  tez zweryfikować (w większości wypadków) informacje przekazywane sobie nawzajem np. internetowy dostęp do ocen czy frekwencji szkolnej naszego dziecka. Coraz częściej też gadżety stają się środkami wychowawczymi,  jako forma  kar lub nagród . Gadżety określane  są  również mianem „darmowej niani”,  która uratowała niejeden obiad , pranie itp. Niektóre gry komputerowe wykorzystuje się w treningu skupiania uwagi u osób z ADHD. Specjalne aplikacje telefoniczne pomagają w monitorowaniu  postępów leczenia lub terapii a nawet ostrzegają przed nawrotami choroby, bądź  też powrotami do niewłaściwych zachowań. Są to tylko wybrane przykłady korzyści jakie czerpiemy z technologii  w naszym osobistym lub rodzinnym życiu.  Jednak  zalewająca nas komputeryzacja ma również wiele negatywnych elementów  zakłócających funkcjonowanie  człowieka  praktycznie w każdym wymiarze.

Zacznijmy od najmłodszych.

Badania przeprowadzone przez  Cohen  Children’s  Medical  Center w Nowym Yorku na znaczącej grupie niemowląt i małych dzieci (toddlers) wskazują, że przeciętny wiek dziecka używającego  tzw. touch screen urządzenia (tablet, telefon, laptop) to……11 miesięcy!!!! Znacząca  część  badanych  dzieci posługiwała  się tymi urządzeniami  z wysoką sprawnością  nie potrafiąc nawet jeszcze mówić  czy biegać. Ruth Milanaik nadzorująca badania sama była zaskoczona liczbą  rodziców zastępujących  dziecięce książeczki, grzechotki i inne zabawki  telefonami komórkowymi lub różnorodnymi  nowinkami  elektronicznymi. Z przytoczonych wcześniej badań i innych doniesień z ośrodków uniwersyteckich, jasno wynika, że w okresie wczesnego rozwoju dziecka nie ma żadnego „substytutu” i nic tak efektywnie nie stymuluje rozwoju jak  bezpośredni – twarzą w twarz – kontakt  z drugim człowiekiem. Do właściwego kształtowania wszystkich wyższych funkcji naszego  mózgu  potrzebujemy  stymulatory pochodzące  z realnego świata. Nic nie zastąpi  rozmowy rodzica z maluchem, zabawy rączkami, nóżkami, czytania, układania klocków czy zabawy prostymi przedmiotami. Wszyscy naukowcy jednogłośnie stwierdzają, że po fali uniesień  związanych  z potencjalnym wpływem zabawek elektronicznych na rozwój umysłowy dzieci  musimy przyznać, że nie wytrzymują one konkurencji  z  kołysanką  śpiewaną  przez  mamę  i turlaną z tatą piłką.

Przedszkolaki i starsze dzieci.

Intensywne  przebywanie w wirtualnym świecie zakłóca rozwój uwagi, zapamiętywania, procesy podejmowania decyzji  i szybko prowadzi do swoistego przeładowania  informacjami.  Uwaga  jest jednym z czynników efektywnego myślenia. Media i technologia sprawiają, że ćwiczenie dłuższego skupiania uwagi  jest  utrudnione przez nadmierną  stymulację  bodźcami i informacjami  dochodzącymi do młodego mózgu w bardzo krótkim czasie. Technologiczne zabawki pobudzają młodziutki  mózg w kierunku  odbierania stymulacji wizualnych (wzrokowych) i szybkiego reagowania (refleksu). Odgrywają  znaczenie w rozbudowie połączeń miedzy ośrodkami ruchowymi  i wzrokowymi. Nierozwijana jest natomiast,  w wystarczającym stopniu, fantazja, ośrodki mowy i ośrodki krytycznego myślenia. Ponadto często dochodzi do nadmiernej  stymulacji mózgu i układu nerwowego przez sztuczne bodźce lub natłok informacji. Szybko też następuje przyzwyczajanie się do takiego rodzaju stymulatorów i po krótkim czasie mózg nie odczytuje lub staje się zupełnie „nieczuły” na stymulacje pochodzące z rzeczywistego świata (słynny symptom- wszystko dookoła jest nudne, oprócz gier online). Technologia również utrudnia dzieciom rozwijanie i trenowanie umiejętności zastanawiania się przed podjęciem jakiegokolwiek działania. Większość  gier i innych wirtualnych  aktywności  opiera się niestety na natychmiastowych reakcjach – czyli bezmyślności! Wyraźne  zmiany następują również w rozwijaniu u dzieci umiejętności i nawyków uczenia się. Pamiętając o wszystkich dobrodziejstwach związanych  z szerokim dostępem do informacji, naukowcy i nauczyciele coraz częściej obserwują, że dzieci głównie uczą się gdzie i jak znaleźć daną informację zamiast ją zapamiętywać.  Być może dlatego wiele scenariuszy filmowych przedstawiający prawdopodobną zagładę naszej cywilizacji bazuje na motywie naszego braku dostępu do gadżetów lub poważnych zakłóceniach w sieciach  komputerowych.

Nastolatki i cala reszta ludzkości:

Początkowo sytuacje takie były obiektem żartów, dowcipnych  zdjęć  lub komiksowych kreskówek. Obecnie coraz częściej widzimy i staje się to „prawie normą”, że  grupa młodych ludzi (i nie tylko młodych) siedzących w pobliskim Dunkin Donuts, czy chociażby na przerwie miedzy zajęciami, jest totalnie zapatrzona w swoje telefony. Czasem nawet pierwsza randka jest w znacznym stopniu poświęcona odbieraniu i wysyłaniu wiadomości tekstowych do całego świata. Znam wielu rodziców nastolatków i tzw. młodych dorosłych, którzy od dawna tak naprawdę nie widzieli twarzy swojego potomka, gdyż ta cały czas zatopiona jest w jakiejś formie ekranu. Ale z drugiej strony szybki internet i inne nośniki  informacji są niezbędnym dzisiaj elementem zdobywania wiedzy a nawet uczenia się. Wiele szkół prawie zupełnie zarzuciło klasyczna formę edukacji, przenosząc ogromną ilość informacji i aktywności na platformę online. Jeszcze bardziej niepokojącym jest coraz większa rzesza młodzieży, która „wtopiła się” w gry komputerowe czy media społecznościowe. Niestety, tego typu zachowania mają również poważne konsekwencje dla rozwijającego się organizmu, a zwłaszcza dla układu nerwowego i mózgu, który kształtuje się do około 25 urodzin. W renomowanym wydawnictwie naukowym – Scientific American, opublikowane zostały wyniki badań prowadzonych wspólnie  przez amerykańskich i chińskich naukowców,  dotyczące  zmian zachodzących w mózgu i układzie nerwowym na skutek niekontrolowanego  korzystania  z  gadżetów elektronicznych.  Porównywano  strukturę mózgu dwóch grup młodzieży, gdzie w pierwszej były osoby grające nie więcej niż 2 godziny dziennie w gry komputerowe  z grupą rówieśników spędzających w świecie gier wirtualnych do 10 godz. dziennie. Okazało się, że kilka znaczących obszarów mózgu: w tym  kora prefrontalna, motoryczna i móżdżek, u osób  nadmiernie grających była mniejsza nawet o 10 do 20 procent. Co gorsza, badania wykazały też,  że u  osób żyjących w „online świecie” redukcja tkanki mózgowej była znacznie większa. Zmiany zachodzące w mózgach nastolatków i osób przed 25 rokiem życia, prowadzą  do osłabionej zdolności  samokontroli, uszkodzenia pamięci krótkotrwałej, trudności w podejmowaniu decyzji w realnym świecie oraz ograniczonej  kontroli zachowań zorientowanych  na cele. Coraz częściej pojawia się określenie  „smart but helpless kids” odnoszące się do młodych osób, które potrafią  przeprowadzać najbardziej skomplikowane  operacje internetowe, ale maja poważne  problemy  z  prowadzeniem rozmowy  twarzą w twarz czy z tak prostymi zadaniami jak poprawne zaadresowanie listu! Wiele sytuacji, które jeszcze kilka lat temu budowały związki rodzinne i pomosty międzypokoleniowe np. ojciec uczący syna drobnych napraw samochodowych- obecnie  przenoszone  są na Youtube – a miedzy rodzicami i dziećmi rośnie przepaść!

Co mogą (lub powinni) zrobić dorośli:

Podejmijmy aktywną role w decydowaniu  jak wcześnie chcemy „dopuścić” nasze dziecko do korzystania z technologicznych nowinek. Fakt  że rodzice innych maluchów  robiąc  zakupy lub jadąc samochodem wkładają w małe rączki swoich pociech elektronikę, niekoniecznie powinno wpływać na nasze zachowania. Nie bójmy się własnego „zdrowego rozsądku”, nawet jeżeli nasze decyzje będą  postrzegane  jako dziwaczne.

Podobnie jak przywilej prowadzenia samochodu obwarowany jest i kodeksem drogowym i wieloma innymi zasadami,  tak rodzice  powinni jak najwcześniej przyzwyczaić dzieci do zasad używania i korzystania ze wszystkich dobrodziejstw technicznej cywilizacji. Przykładami zasad, które z całą pewnością  powinny być przestrzegane to:
– określenie czasu i sytuacji, w których dziecko może być przed jakąkolwiek  formą  ekranu,
– określenie zasad monitorowania  aktywności dziecka w sieci;
– kształtowanie nawyku polegającego na tym, że tylko po właściwym wykonaniu swoich obowiązków dziecko “zasługuje” na czas, który może poświecić na przyjemności;
– jasno określmy konsekwencje wynikające z nieprzestrzegania ustalonych zasad.
Uczmy dzieci zachowania balansu między czasem spędzonym w wirtualnym świecie a innymi aktywnościami, które rozwijają i stymulują jego rozwój. Uczmy je kultury używania telefonów, laptopów lub gier. Jest to coś, czego wcześniejsze  pokolenia nie doświadczały,  ale tak jak sto lat temu uczono zasad zachowywania się przy stole (mam nadzieję  że nadal  to kultywujemy) tak dzisiejszym rodzicom dochodzi jeszcze kwestia wpojenia dzieciom kulturalnego używania gadżetów (np. nie sprawdzamy wiadomości podczas rodzinnego obiadu). Uczulajmy i uczmy dzieci w jaki sposób powinny chronić swoją prywatność, co można  a czego nie wolno publikować w sieci i jak mądrze korzystać z mediów społecznościach. Niech ogólną zasadą będzie stwierdzenie, że informacje i język używany w wirtualnym świecie  powinien być takim, jaki używamy w oficjalnych sytuacjach twarzą w twarz. Cokolwiek zostaje umieszczone w internecie pozostaje tam na zawsze i może być wykorzystywane  przez  rzesze różnych, często obcych nam ludzi, praktycznie w nieograniczonym celu. Pamiętajmy, że zachowania i sposoby używania mediów lub technicznych zabawek przez dorosłe osoby są najbardziej wymowna forma nauki dla dziecka.
Ustalając zasady nie zrażajmy się dąsami i protestami naszych dzieci. Jest to zupełnie naturalne, że będą próbowały testować granice i liczyć na brak konsekwencji z naszej strony. Łagodna,  ale stanowcza postawa rodziców zwracająca uwagę na życie w realnym świecie, rozwijanie relacji z „realnymi” ludźmi w konwencjonalny sposób (np. rozmowa twarzą w twarz zamiast przez Facetime) na pewno przyniesie, z czasem, dobre efekty. Pomoże również naszym dzieciom w inteligentny i zdrowy sposób korzystać  ze wszystkich dobrodziejstw współczesnej  cywilizacji.

 

 

 

 

 

 

 

0 Comments

No comments!

There are no comments yet, but you can be first to comment this article.

Leave reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *